Niestety Boski w piątek się załamał.
Złe samopoczucie, zmęczenie, senność sprawiły, że nie wytrzymał.
Zadzwonił do mamuśki, powiedział co się stało, że dostaje do głowy i nie da rady.

Gdy wrócił z roboty mamuśka i brat byli już u niego. Spakował walizę i jako pasażer, świerszczem, wrócili do domu [brat swoim autem].

Dziś się regeneruję. Bardzo powoli.
Fakt, że do Warszafffki będzie trzeba jeździć co 2 tygodnie nie pomaga.
Jednak kożelanka szefowa napisała, że ‚w ramach bezpieczeństwa’ do Wawy nie będę jeździć samochodem.
Z jednej strony rozumiem, z drugiej trochę to dla mnie śmieszne – skoro mogłem się zabić będąc przekonany, że jestem bezpieczny to równie dobrze mogę się zabić na prostej drodze do Wawy albo przechodząc na drugą stronę ulicy…

MOB już się wkurza moim czarnowidztwem, potrzebuję sposoby aby przestać go uprawiać i przestać się przejmować i przestać wymyślać problemy, które w danej chwili nie istnieją…

Poza tym tak strasznie chce mi się spać…